Niedziela, 27 kwietnia 2014

Kórnik mać!

Kupiłem sobie błotniki. Tak, piszę o tym, jakbym naprawdę nie miał już o czym pisać, ale nie ukrywam, że to jeden z elementów wyposażenia roweru, którego mi brakowało - a przynajmniej od momentu, w którym stare błotniki, zrobione przez małe, chińskie rączki, połamały się od zwykłej eksploatacji, gdzieś mniej-więcej miesiąc temu. Zainwestowałem więc w SKS - niemiecka jakość, niemiecka cena, więc dla Polaka z prawdziwie polską pensją musiało być to odczuwalne. Niespełna 100 zł za dwa kawałki plastiku? Co noc słyszę tajemnicze szepty: "shame on you!", które nie odpuszczają i w sumie całkiem słusznie. Obawiam się, że to mój portfel i "moje skąpe ja" są ich źródłem... Trudno, przecierpię to i ostatecznie pozostanę z fajnymi błotnikami. Ale ja nie o tym... Miałem ogólnie napisać, że jak już się te błotniki kupiło, to nie powinno się mieć już absolutnie żadnego powodu, by moknąć bite dwa dni z rzędu podczas rekreacyjnych przejażdżek. Odkryłem, że posiadać błotniki to jedno, a mieć odrobinę intuicji i myślącego mózgu, by je zapobiegawczo przed przejażdżką założyć - to drugie.
Wniosek? Nie kupujcie błotników nie upewniwszy się wcześniej, czy posiadacie choć odrobinę oleju w głowie. Inaczej stracicie masę pieniędzy, moknąc przy tym całkowicie za darmo.

Dobra, dość tego pieprzenia w bambus. Ustaliliśmy już, że rozumku to w mej pustej głowie się nie uświadczy, mam za to całe pokłady zacięcia do organizowania spontanicznych (czasami aż nadto) wyjazdów. Dzisiejsza niedziela upłynęła pod znakiem spotkań rodzinnych i ostatecznie jak już wszystko się uspokoiło i pozostała mi reszta dnia wolna, była godzina 16.00. Standardowy rytuał w takiej sytuacji obejmuje zaparzenie kawy, odpalenie google maps i wybór celu, do którego zamierzam się zawieźć przy pomocy moich niezdarnych kończyn dolnych i roweru nimi napędzanym. Miałem prawdziwą zagwozdkę, czy wybrać jezioro Budzisławskie, czy też (z racji dość późnej, bądź co bądź) pory nie wybrać się po prostu na jakieś kółko 30-40 kilometrowe i powrócić do domu... Ostatecznie zdecydowałem, że skoro nad jezioro Budzisławskie jest przeszło 50 km w jedną stronę, to powrót szykuje mi się w całkowitych ciemnościach. Trudno, padło na bliżej nieokreślone "wkoło karolu" - i do domu. Była jednak 16.45, gdy nagle (naprawdę do tej pory nie wiem, co mi strzeliło do głowy) stwierdziłem, że jadę do Kórnika, bo tam przecież nigdy nie byłem, w sensie - nie rowerem. Tym razem jednak nie przejąłem się, że to ta sama odległość (na oko) co nad wspomniane wcześniej jezioro - zwyczajnie dorzuciłem do plecaka aparat fotograficzny i ciepłą bluzę na drogę powrotną - i ruszyłem. Z racji, iż wcześniej nie mogłem sobie ustalić trasy drogami i szlakami pobocznymi, zmuszony byłem zasuwać drogami wojewódzkimi i krajowymi. Sądziłem, że cały przejazd odbędzie się z duszą na ramieniu pośród pędzących aut, ale dziś kierowcy raz, że nie wykazywali niepokojącego i niebezpiecznego temperamentu przy omijaniu mnie, a dwa, że samochodów, nawet na drodze krajowej numer 11, było tak naprawdę jak na lekarstwo. I dobrze! Jechało się bez przeszkód i w niecałe dwie godziny od startu znalazłem się na miejscu, tuż koło słynnego kórnickiego zamku.

Epicki zamek kórnicki.
Tytuł-prowokator dla każdego grammar nazi. Tyle, że polskiego. Przymiotnik "epicki" jest słowem nadużywanym, zapożyczeniem wyjątkowo płytkim, niepoprawnym i nieprzystającym do większości kontekstów, z którymi się go zestawia, ale jakoś tak tutaj ma on swoje miejsce i nie razi bylejakością. Zacznijmy od samego Kórnika - miasto to (podobnie, jak wcześniej mijana Środa Wielkopolska) jest dla mnie zaskoczeniem miliardlecia. To naprawdę wspaniałe miasto, piękne, które chce się chłonąć każdymi zmysłami. Jest czyste, uporządkowane (nie licząc rozgardiaszu, którego przyczyną jest remont drogi na rynku), architektonicznie poprawne i - jak mniemam przy odpowiedniej pogodzie, w odpowiedniej porze roku (jak obecnie) - po prostu malownicze. Miasto naprawdę przyjazne wszystkim fanom architektury, choć to przede wszystkim za sprawą obiektu-symbolu, jakim jest zamek, a także przystający do niego ogród, z którego bardzo zmyślnie uczyniono jednocześnie ścieżkę edukacyjną, tą specyficzną enklawę określając mianem arboretum kórnickiego. Mało które miasto może pochwalić się tak przyjaznym, ciepłym i naturalnym miejscem wypoczynku dla mieszkańców. O tej porze roku mnogość kwitnących w wiosennym słońcu roślin na terenie arboretum wprost przyprawia o zawroty głowy, ale tylko o te pozytywne. ;)



















Czuję niedosyt, spowodowany zapewne tym, że miałem naprawdę niewiele czasu, by w spokoju przejść się ścieżkami pośród drzew i by w ten sposób sobie odpocząć - nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Przed wyruszeniem w drogę zawitałem do przyzamkowej knajpy, serwującej żarcie godne wystawnego, pałacowego żywota. Zakupiwszy więc hot-doga (wyśmienitego) i coś do picia, udałem się na brzeg sąsiadującego z zamkiem jeziora Kórnickiego, by tam, podziwiając naprawdę piękny zachód słońca, w spokoju się najeść i móc nasycić oczy tym widokiem przez ostatnich parę chwil.





W końcu zrobiło się tak późno, że mogłem już tylko zgadywać (co było od samego początku do przewidzenia) w którym miejscu mej powrotnej trasy ostatecznie okryją mnie całkowite ciemności. Uzbroiwszy rower w oświetlenie, ruszyłem w drogę powrotną, ku nieuchronnej ciemności i niestety - wmordęwindowi. Wiało dość mocno, zwłaszcza na pustkowiach, ale postanowiłem sobie, że skoro w jedną stronę dałem radę bez żadnego problemu przejechać dystans bez żadnej przerwy, to i tutaj zamierzam to samo powtórzyć. Udało się - do domu wróciłem niecałe dwie godziny później, w całkowitych ciemnościach brodząc już na drodze wojewódzkiej łączącej Środę Wielkopolską z Wrześnią.
Licznik pokazał 98,9 pokonanych kilometrów, w czasie 3:34.59

Trasa do:

i trasa powrotna:


Komentarze
widziałam zdjęcia z wewnątrz. Często organizuje się tam śluby, zamiast w USC w Kórniku. Nimfa - 16:00 niedziela, 4 maja 2014 | linkuj
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa losic
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]


Blogi rowerowe na www.bikestats.pl